Co to jest i do czego służy biznesplan?
Najnowszy artykuł
15 lipca 2017 | Komentarzy: 0

Biznesplanem (od angielskiego business plan – plan biznesu) nazwiemy formalny dokument opisujący:
Cele przedsięwzięcia – celowo nie używa się tu sformułowania „cele biznesowe”, gdyż biznesplany mogą mieć zastosowanie również dla organizacji …

Czytaj dalej
Aktualności

Tutaj znajdziesz najnowsze informacje o dotacjach unijnych, zmianach na naszej stronie i ciekawych wydarzeniach.

Biznesplany

Jeśli chcesz dowiedzieć się, czym jest biznesplan oraz jak go tworzyć i skutecznie realizować, ta kategoria jest dla Ciebie.

Finanse

Sprawdź, jakie masz możliwości pozyskania środków finansowych na rozwój firmy oraz jak nimi dysponować.

Marketing

Dowiedz się jak prowadzić działania marketingowe, aby klienci byli zadowoleni a firma przynosiła wysokie zyski.

Zarządzanie

Tutaj możesz zapoznać się z artykułami dotyczącymi każdego z elementów skutecznego zarządzania firmą.

Start » Biznesplany

Ciemna strona dotacji – o dotacjach bardzo krytycznie

Publikacja: 20 października 2009komentarze 2
Ciemna strona dotacji – o dotacjach bardzo krytycznie

Wstęp – Od Autora
Artykuł niniejszy nie będzie ani formą (pisanego dość nieformalnym językiem felietonu), ani treścią (surowy osąd obiektu pożądania wielu naszych czytelników – tak zwanych „dotacji” i innych form „pomocy publicznej”) przypominał tego, z czym zazwyczaj spotykacie się Państwo na niniejszym serwisie(instruktaży, poradników oraz analiz traktujących o szeroko pojętym biznesie). Będzie to opis nieefektywności oraz niemoralności (osąd moralny nie jest tu czymś osobistym – dobro i zło to kategorie obiektywne nadawane po stosowanej analizie) tak zwanych dotacji oraz innych form subwencji gospodarczych pisany pod kątem adresata, którym jest mały lub średni przedsiębiorca korzystający lub rozważający korzystanie z tych form wsparcia. Artykuł ten kieruję również to tak zwanych zwykłych ludzi codziennie bombardowanych hałaśliwą propagandą w tym temacie (rzetelnej informacji niestety ani widu ani słychu).

Pisząc i publikując ten artykuł w jakimś sensie strzelam gola do bramki własnej oraz serwisu go publikującego: w końcu przedstawię swoje osobiste i dość zdecydowane stanowisko w temacie nie tylko nieefektywności gospodarczej (w skali makro bardzo łatwe do wykazania, w skali mikro już niekoniecznie) dotacji – można zaliczyć do nich nie tylko te przyznawane absolwentom czy bezrobotnym na założenie swojej firmy, ale również dotowanie choćby produkcji rolnej, twórczości artystycznej, produkcji przemysłowej czy ostatnich hitów: „ratowania systemu finansowego” poprzez najzwyklejsze podarowanie kilku firmom finansowym kwot pieniędzy tak ogromnych, że wygodnie przeliczalnych chyba jedynie na wagony kolejowe banknotów lub też „solidarności europejskiej” w postaci dotowania niemieckiego Opla między innymi pieniędzmi państwa polskiego (prościej mówiąc: polskiego podatnika). Wspólnie wraz z osobom odpowiedzialnym za publikację treści zwyczajnie zależy nam pokazywaniu prawdy – jest to nasz szacunek dla czytelnika. Poza rzetelnymi opisami procedur oraz biznesplanów niezbędnych do skorzystania z dotacji  chcemy wskazać także ogromne wady samej w sobie idei janosikowego odbierania jednym (pracowitym i dobrze gospodarującym) i oddawania drugim wedle własnego uznania. Ponadto biznesplanowanie oraz szeroko pojęty consulting są dziedzinami bardzo pojemnymi, w związku z tym nawet gdyby od jutra zlikwidowano wszelkie formy subsydiowania życia gospodarczego, nie byłby to cios dla nas jako osób posiadających szeroką wiedzę oraz umiejętności w temacie doradztwa ekonomicznego (rozważania są czysto teoretyczne, gdyż patrząc na to co dzieje się wokół wiem, że dotacje nie zostaną zniesione przez naprawdę długi czas – prędzej ten system zbankrutuje z powodu własnej nieefektywności lub ostatni przedsiębiorca umiejący wypracowywać zysk wyjedzie do Chin czy Singapuru).

Artykuł ten jest niepoprawny w sensie zdecydowanej niezgodności z aktualnie panującą doktryną i modą. Wielu z czytelników zapyta czy to, co tu piszę nie jest hipokryzją (w końcu zarówno ja, jak i moi współpracownicy odnosimy wymierne korzyści z pomagania innym osobom oraz firmom w ubieganiu się o dotacje) czy też zwyczajnym podcinaniem gałęzi, na której siedzimy (w sensie czysto pragmatycznym – dotacje to nie tylko kolejna motywacja dla pisania biznesplanów, ale również nowi klienci częstokroć do tej pory nie mający do czynienia z zakładaniem firmy czy planowaniem gospodarczym, stąd częściej proszący nas o pomoc). Co do hipokryzji ‑ jako jedni z nielicznych wyjaśniamy naszym klientom, w czym tak naprawdę biorą udział występując o tak zwane dotacje. Stoimy również na stanowisku, że chcącemu nie dzieje się krzywda. Jako ludzie dorośli w pełni odpowiadamy za swoje czyny nawet, gdy są one niemoralne lub nieefektywne, zarówno jako zbiór (pojedyncza dotacja z punktu widzenia jednego przedsiębiorcy jest patrząc z jego punktu widzenia dobrym interesem, natomiast dla systemu gospodarczego, jako całości wyrządzają one tyle dobrego, co nie przymierzając piasek w kołach zębatych), jak i pojedynczo poprzez zmienianie zachowań i działań przedsiębiorcy. W sytuacji zniknięcia dotacji lub odwrotu klientów święcie przekonanych o moralności oraz dobroczynnym wpływie dotacji na życie gospodarcze, jako specjaliści będziemy również w stanie dać sobie radę – biznesplanowanie i szeroko rozumiane doradztwo gospodarcze to o wiele więcej niż dotacje. Ponadto zazwyczaj wraz ze wzrostem wielkości i istotności przedsiębiorstwa, coraz ważniejsze dla niego staje się samo sprawne zarządzanie nim oraz związane z tym biznesplanowanie ‑ nie musi to być już poszukiwanie programu dotacyjnego na otwarcie salonu fryzjerskiego czy pensjonatu.

Zapoznaj się Teraz z naszą ofertą pozyskania dotacji unijnych.

  1. Biznesplany.Biz tworzą ludzie z pasją, wiedzą i doświadczeniem w swoich dziedzinach. Jest to dobierany do potrzeb projektu zespół stałych konsultantów. Znajdują się w nim eksperci z dziedziny finansów, marketingu, zarządzania firmą i dotacji europejskich.
  2. Świadczymy usługi z zakresu pozyskiwania dotacji unijnych, tworzenia biznesplanów, przeprowadzania szkoleń i doradztwa marketingowego.
Skontaktuj się z nami i uzyskaj darmową wycenę
  1. (wymagane)
  2. (wymagany ważny e-mail)
  3. Captcha
 

Nie mam tu zresztą na celu odbierania klientów nastawionych na dotacje moim współpracownikom czy nawet konkurentom. Stoję na stanowisku, że działalność konsultantów mających mniejsze lub większe doświadczenia w poruszaniu się w gąszczu przepisów oraz labiryntach urzędów jest skutkiem istnienia złego systemu gospodarczego, a nie czymś złym samym w sobie. Zarówno początkujący, jak i doświadczony przedsiębiorca mogą mieć kłopoty w odnajdywaniu właściwych dla nich programów przydzielania dotacji, wypełniania stosownych formularzy oraz tworzeniu stosownych załączników (między innymi tak często omawianych na niniejszym serwisie biznesplanów). W efekcie piętrzenia tego typu trudności pomoc może okazać się niezbędna. Mam analogiczny pogląd jeśli chodzi o choćby księgowych czy doradców podatkowych: ich działalność nie jest „zła” per se, jest to jedynie skutek skomplikowanych oraz coraz bardziej komplikujących się przepisów w tej materii (warto tu przytoczyć opinię jakoby to właśnie lobbing tych osób był jedną z przyczyn dla których przepisy te są właśnie takie a nie inne).

Pisząc i publikując ten artykuł zabijam również rodzące się we mnie wyrzuty sumienia ‑ mogę pisać wnioski i załączniki do wniosków o dotacje jeśli mam pewność, że osoba życząca sobie czegoś takiego wie w czym dokładnie bierze udział. Jeśli tak, to proszę bardzo – na tym polega wolna wola. Nigdy za to nie chcę być jednym z tłumu dopingujących oraz wprowadzających innych ludzi w błąd w celu zdobycia zlecenia na nasze usługi doradcze. Analogicznie wygląda to w wypadku innych osób związanych z serwisem publikującym ten artykuł: nie mamy zamiaru składać obietnic bez pokrycia ani przemilczać niewygodnych faktów związanych z nasza branżą.

Epizod „consultingowy” mojej kariery trwa już co najmniej 3 lata – w trakcie tego czasu pośrednio lub bezpośrednio zapoznawałem się z sytuacjami w niniejszym artykule przedstawionymi. Artykuł przedstawia również uzasadnione domniemania, oczywiście informując o tym. Nagłaśnianie tych faktów i podejrzeń spotyka się z murem obojętności lub wręcz agresją adresatów. Agresja pochodzi zazwyczaj od osób oraz instytucji bezpośrednio uwikłanych w ten proceder: firm doradczych i ich pracowników, urzędów państwowych, urzędników i polityków no i oczywiście rzeszy przedsiębiorców oraz przedsiębiorstw (określenia dość nie na miejscu, chyba że utożsamić przedsiębiorczość z wyciąganiem ręki po cudze, nie „publiczne”, tylko zabrane pod przymusem konkretnej osobie lub konkretnej firmie – nie mam tu za zamiar obrażania kogokolwiek, po prostu chciałbym, aby każdy był świadom skąd pochodzą środki na dotacje) dotowanych jednorazowo bądź cyklicznie między innymi z moich pieniędzy.

Artykuł jest rzeczową (taki jest przynajmniej mój cel, jednak jako człowiek także ulegam emocjom, co może być tu zauważone – z góry za to przepraszam) polemiką z posuniętą do granic absurdu propagandą na rzecz ręcznego sterowania życiem gospodarczym (i nie tylko) przez organy ponadpaństwowe (co najgorsze sączoną także w szkołach praktycznie każdego szczebla), państwa oraz ich organy. Ponadto używam dość staromodnych argumentów moralnych oraz odwołuję się do prawa naturalnego (wychodząc z założenia, że najpierw ustalamy, co jest „dobre”, a co złe i dopiero po tym tworzymy prawo stanowione czasem motywujące do zachowań uznanych za „dobre” oraz przede wszystkim sankcjonujące działania „złe” ‑ ponadto mamy na uwadze dużą zmienność praw ludzkich wobec stałości praw moralnych), stąd też niekodeksowe definiowanie chociażby kradzieży. Diagnoza życia gospodarczego bazująca na takim podejściu może zaowocować wieloma na pierwszy rzut oka nowatorskimi wnioskami. Jedynie na pozór, gdyż organizacja życia gospodarczego była przez większość historii ludzkości zagadnieniem etycznym a nie ściśle rachunkowym bądź politycznym (dość wspomnieć, że Adam Smith wykładał etykę a nie politykę gospodarczą, ekonomię polityczną, bądź innego potworka intelektualnego).

Informacja czy tresura?

W trakcie pisania niniejszego artykułu pozwoliłem sobie na mały eksperyment: wszedłem na polską witrynę Google (gdybym chciał być złośliwy, to od razu zapytałbym czyimi dotacjami otwartej) i z włączonym „podpowiadaczem” wpisałem tylko trzy litery: „dot”. Z dziesięciu podpowiedzi (wyświetlanych na podstawie liczby zindeksowanych stron oraz zapytań wysłanych do wyszukiwarki) aż siedem tyczyło się dotacji różnego rodzaju ‑ oczywiście „na topie” są „dotacje unijne” – prawie 900 tysięcy wyników (czyli tyle stron związanych z tym zagadnieniem zostało zindeksowanych przez wyszukiwarkę) i pierwsze miejsce wśród zapytań (oznacza to, że spośród zapytań kierowanych do polskiego Google’a zaczynających się od „dot”, najwięcej z nich tyczy się właśnie dotacji unijnych).

Zapoznaj się Teraz z naszą ofertą pozyskania dotacji unijnych.

Google jest bardzo przydatne w roli wskaźnika trendów: w kulturze, modzie czy właśnie gospodarce. Nawet kancelaria prezydenta Stanów Zjednoczonych poinformowała kilka miesięcy temu, że tak zwany kryzys mniej zaprząta umysły ludzi… taki przynajmniej był werdykt niniejszej wyszukiwarki. Metodologicznie można mieć zastrzeżenia, jednak intuicyjnie widzimy że coś w tym jest.

W ciągu ostatnich lat odnoszę dziwaczne wrażenie, że osoba nie mająca zamiaru lub nie umiejąca „normalnie” pracować, lecz będąca w stanie w miarę dobrze pisać, czytać i kojarzyć pewne proste fakty albo występuje o dotacje „na otwarcie przedsiębiorstwa”, albo zakłada firmę mającą ułatwić pozyskiwanie tego rodzaju dotacji (osobiście znajduję się w tej drugiej grupie – nie jest to jedyne czym się zajmuję, ale fakt wymaga zaznaczenia; nie zaprzeczam: jestem dość leniwy i w miarę bystry). Sytuacją skrajną jest ta, w której za dotacje otwiera się firmę zajmującą się… pozyskiwaniem dotacji – takie przypadki też widywałem. Tego rodzaju nietypowe przedsięwzięcia (zwróćmy uwagę, że podobnie jak urzędy państwowe nie tworzące wartości dodanej) można znaleźć już nawet w małych mieścinach czy na osiedlach na przedmieściach miast w liczbie często kilku. Ich rozmnożenie, wzrost i rozwój wiążą się nierozerwalnie ze stosowaniem coraz liczniejszych i nachalniejszych reklam – głównie billboardowych, internetowych, prasowych i czasem telewizyjnych. Zarówno po przekazie niniejszych reklam, jak i po odpowiedziach na pobieżne zapytania, o co w tym chodzi (telefonicznych lub w formie elektronicznej ‑ w czasach gdy nie posiadałem w temacie tak dużego rozeznania jak obecnie) można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z płukaniem złota z powietrza: oto anonimowi dobroczyńcy krajowi i „unijni” chcą nam „dać” masę pieniędzy. Musimy tylko ładnie się uśmiechać, kłaniać, wypełniać druczki i wciąż naginać swoje życie (niestety nie tylko gospodarcze, ale i osobiste) do koncepcji przez nich (dobroczyńców) wymyślanych. Wtedy każdy będzie miał swoją cudownie prosperującą firmę, polskie muzea będą wystawiały dzieła na miarę Luwru, autostrady będą jak w Niemczech, elektrownie jak w filmach futurystycznych i wogóle kraj będzie rósł w siłę a ludziom będzie żyło się coraz dostatniej… jeśli się nie udaje to wyłącznie wina Polaków jako narodu oraz jako jednostek każdej z osobna: jesteśmy głupi, leniwi, niepokorni, nieeuropejscy, nie umiemy prosić, błagać, kłaniać się, czytać, pisać, lobbować, negocjować, wypełniać druczków, przestrzegać procedur i terminów… ogólnie straszni z nas troglodyci. Ale czy to naprawdę o to chodzi? Przecież na własne bogactwo pracuje się samemu a nie zabiera czy „dostaje” od kogoś innego. Poza tym sposób, w jaki oczekuje się od nas abyśmy pozyskiwali te środki przypomina bardziej wykonywanie sztuczek przez tresowane małpy czy psy niźli jakąkolwiek formę przedsiębiorczości.

Czasami mam przyjemność być zapraszanym między innymi do swojej byłej szkoły średniej w celu wygłoszenia pogadanek o szeroko rozumianej gospodarce i jej elementach. Pod gorliwym nadzorem nauczycielki tzw. przedsiębiorczości – operetkowość nazwy niniejszego przedmiotu zasadza się na tym, że przedsiębiorczość u człowieka jest czymś równie naturalnym jak oddychanie lub popęd seksualny, stąd samo „nauczanie przedsiębiorczości” przypomina „lekcje oddychania”, czy kierunkowania swojej seksualności, to ostatnie żeby dodać sytuacji więcej absurdu jest również praktykowane w szkołach – mam za zadanie prać mózgi niewinnej młodzieży. Ludzie ci niczym osobiście mi nie zawinili, toteż lubię mówić im prawdę… dodatkową przyjemnością z takiego podejścia jest oglądanie histerii szanownej Pani propagandzistki zwanej dla niepoznaki nauczycielką. Jej obowiązkiem jest traktować ich mózgi jak świeżo utłuczone ziemniaki – robić w nich czarki i nalewać w nie sosu. Sosem tym jest propaganda. Ludzie ci zamiast być uczonymi na takich i pokrewnych (choćby wiedzy o społeczeństwie) zajęciach o wartości Wolności (tu: wolności gospodarczej), zdobywaniu i analizowaniu informacji, prognozowaniu przyszłych trendów, filozofii życia gospodarczego są urabiani na intelektualne zombie: sączy się im lub otwarcie silnym strumieniem wlewa do głów strumień propagandy – na temat rzekomych dobrodziejstw waluty euro, rezygnacji z suwerenności gospodarczej, zaciągania kredytów hipotecznych (istnieją dwie zasadnicze różnice między kredytem hipotecznym a niewolnictwem: pierwsza różnica to to, że losu niewolnika nie wybierało się samemu, lecz był on narzucany – o kredyt hipoteczny występujemy natomiast sami; druga natomiast polega na tym, że niewolnik czy chłop pańszczyźniany miał określonego pana i niewiele mógł z tym zrobić… dziś natomiast można wybrać bank, na który będziemy pracować przez mniej więcej połowę swojego życia – gdy już go wybierzemy, także niewiele możemy z tym zrobić), wysokich podatków, przymusowych (pardon: obowiązkowych) ubezpieczeń oraz… dotacji.

Zapoznaj się Teraz z naszą ofertą pozyskania dotacji unijnych.

Na każdym kroku tym młodym nieszczęśnikom wpaja się, że najbardziej przedsiębiorczym oraz mądrym czynem jest ubieganie się o nie. Nie uważam przy tym, że samo pozostawienie ich niepoinformowanymi na temat tego zjawiska byłoby czymś dobrym. Nie podoba mi się po prostu utożsamianie przedsiębiorczości i zaradności z wyciągnięciem ręki z prośbą o pomoc, a zarówno media, jak i szkoły próbują nam i naszym dzieciom wmówić, że to właśnie o to chodzi. Mój sceptyczny stosunek do idei dotowania przedsiębiorstw byłby zapewne nieco inny gdyby przedstawiano ją nieco rzetelniej. A już samo kreowanie dotacji na rodzaj nowego wspaniałego świeckiego sakramentu gospodarczego wydaje mi się co najmniej niesmaczne. Analogicznie pianie z zachwytu nad osobami umiejącymi „wystarać się o dotacje” w miejsce ludzi (często bardzo nie pasujących powierzchownością czy wyznawanymi wartościami do obecnie nachalnie propagowanego modelu człowieka „proeuropejskiego, młodego, wykształconego i z wielkiego miasta”), którzy po prostu wzbogacili się ciężką pracą i służbą bliźniemu.  Osoba, która wie jak otrzymać dotacje (w sensie że je już otrzymała lub otrzymuje) ma być w powszechnej świadomości biznesmenem pełną gębą, doskonale zorganizowanym oraz poinformowanym. Ludzie tacy to sól tej ziemi: są przystojni, ciągle zajęci, a cały świat leży u ich stóp. Ciągle mówią coś o urzędach, fakturach, terminach i swoich układach z władzami lokalnymi i centralnymi. Właśnie… tylko co oni tak w zasadzie robią poza tym że wypełniają jakieś papierki, mają dotacje i są zajęci? Co z Wolnością, Własnością i Sprawiedliwością? Co ze zwykłą pracą na własny rachunek lub dla kogoś innego? Tego już się nie robi skoro pieniądze biorą się znikąd? Dlaczego „zwykła” praca na etat jest opodatkowana mniej więcej tak wysoko jak dobra luksusowe (podatek dochodowy, ZUS i składka na parapaństwowe tak zwane Otwarte Fundusze Emerytalne ‑ co z tego, że formalnie należą one do instytucji finansowych, skoro to państwo polskie decyduje o tym w jaki sposób mają one prowadzić swoją dzialalność?). Na tego typu pytania Pani propagandzistce zazwyczaj rzednie mina – niestety odpowiedzi na nie nie zostały ujęte w jej wytycznych.

O moralności słów kilka

Uporczywa propaganda siana na temat instytucji dotacji wraz z ich często namacalnymi korzyściami materialnymi zdobytymi nierzadko bardzo niewielkim kosztem sprawia, że nawet wiele osób wydawałoby się „z urzędu” szlachetnych ‑ między innymi hierarchów kościelnych – angażuje się w ten wysoce wątpliwy pod względem moralnym rytuał gospodarczy.

Chciałbym uzasadnić niemoralność tych czynów bazując nie na osobistych poglądach (byłoby to nieuczciwe i niepoprawne intelektualnie), lecz wykonując dość proste rozumowanie będąc wcześniej zaopatrzonym w podstawową wiedzę z zakresu etyki oraz doktryn religijnych.

Przedsiębiorstwa zajmujące się pomocą przy uzyskiwaniu dotacji zostały nieprzypadkowo określone jako prowadzące bardzo nietypową działalność. Firmy te występują o pieniądze nie „unijne” czy „państwowe”. Są to po prostu środki, które zostały pobrane wcześniej w postaci podatków (lub parapodatków takich jak składki na ZUS) lub zwiększyły zadłużenie danego kraju, jego organu bądź organu ponadpaństwowego (przede wszystkim chodzi tu o wymienianą wielokrotnie Unię Europejską, jednak lista tego typu instytucji jest długa: innymi przykładami mogą być Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju czy też Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie).

Zapoznaj się Teraz z naszą ofertą pozyskania dotacji unijnych.

Zgodnie z przepisami, płacenie podatków jest przymusowe – procedura egzekucyjna dopuszcza tu zastosowanie choćby przemocy czy podstępu przez na przykład komorników czy funkcjonariuszy urzędów skarbowych. Zgodnie z prawem naturalnym tego typu postępowanie państwa można nazwać łamaniem VII Przykazania Bożego „Nie kradnij” (jestem świadomy, że rozumowanie to jest bardzo delikatne i może zostać uznane za niezwykle kontrowersyjne). Wyciąganie ręki po cudzą zagrabioną w ten sposób własność można na gruncie moralnym rozpatrywać jako paserstwo tej zagrabionej własności (rozumiem argument, że obrażenie się na to nic nie pomoże, jednak budzi się we mnie zwyczajny ludzki sprzeciw gdy widzę na jakich zasadach to działa). Samą zaś chęć wejścia w posiadanie czegoś „za nic” bez wejścia w proces handlu, wytwórczości czy usług można uznać za nie mieszczące się w pojmowaniu świata prezentowanego zarówno w Starym (judaizm traktuje pieniądz, jako wartość duchową – jest to pochodząca od Najwyższego motywacja do wchodzenia z innym człowiekiem w relacje polegające na zaspokajaniu jego potrzeb, prosperity jest z kolei rodzajem błogosławieństwa dla ludów stosujących się do tych praw), jak i w Nowym Testamencie (Jezus z Nazaretu mówił: „Kto nie pracuje, ten niech nie je”, lenistwo definiowane jako niechęć do pracy jest zaś przez całą tak zwaną katolicką naukę społeczną piętnowane z całą stanowczością).

Zainteresowanym serdecznie polecam wykład rabina Daniela Lapina w amerykańskim Instytucie Misesa pod tytułem: „What is morally right about economic freedom?” („Co jest właściwego moralnie w wolności gospodarczej?”):

Podcinanie skrzydeł, czyli dlaczego dotacje demoralizują?

Jednym z najtrudniejszych i najsubtelniejszych rozumowań związanych z negatywnymi skutkami dotacji jest to, które dowodzi, że mają one negatywny wpływ na przedsiębiorcę lub przedsiębiorstwo z nich korzystające. Przede wszystkim dotowanie przedsiębiorstw i przedsiębiorców zaprzecza samej idei biznesu. Przedsiębiorca ma być z definicji osobą dumną i niezależną w sensie podejmowania niezależnych decyzji oraz ponoszenia pełnej odpowiedzialności za ich skutki. A przydzielanie firmom dotacji przez państwo i jego agencje jest właśnie budowaniem pewnego specyficznego i wypaczonego stosunku podległości. W miejsce partnerstwa mamy tu biznesmena lub przedsiębiorstwo w proszącym geście wyciągających rękę po pieniądze do urzędu państwowego (de facto do urzędnika bezpośrednio) żeby coś „dostać”. Wszystko jest oczywiście ubrane w oficjalne formularze, przepisy i procedury, jednak nie zmienia faktu, że dotacje przydzielane są uznaniowo oraz w programach. To wszystko czyni z przedsiębiorcy nie dumnego człowieka chcącego zarabiać pieniądze na swoich pomysłach na spełnianie potrzeb innych, lecz po prostu klienta ‑ petenta urzędu i urzędników. To oni (urzędnicy) określą jakość tych pomysłów, oni także powiedzą przedsiębiorcy w jaki sposób ten ma prowadzić swój biznes. Także oni za pomocą dotacji wyciągną do tej pory nierejestrowaną działalność biznesmena (działalność gospodarcza tak naprawdę nie polega na wpisie do jakiejkolwiek ewidencji ‑ przedsiębiorczość polega na realizowaniu konkretnych celów gospodarczych, a nie na wypełnianiu formularzy) na światło dzienne… dotacja musi się opłacić w ostatecznym rozrachunku – niestety konstrukcja dotacji gwarantuje, że opłaci się ona przydzielającemu ją państwu, dotowanemu już  niekoniecznie. Co dość przykre, niektórzy uczą się tego dopiero na żywym gospodarczym organizmie. Serwis Biznesplany.Biz chciałby ułatwić Państwu podjęcie decyzji na temat samego ubiegania się o dotacje – naszą zasadą w tym temacie będzie hipokratejskie „Primum non nocere” („Po pierwsze nie szkodzić’).

Odświeżone oblicze centralnego planowania, czyli recydywa tego, co nigdy się nie sprawdziło

O ile patrząc z punktu widzenia jednostki (przedsiębiorcy czy firmy – szczególnie małych), dość trudnym jest dowiedzenie tezy: branie dotacji jest nieopłacalne, o tyle już w wypadku gospodarki jako całości udowodnienie, że dotacje mają na nią negatywny wpływ jest dość proste. Wynika to z samej natury tego rozwiązania – gdyby środki na dotacje brały się znikąd, byłoby cudownie. Niestety tak nie jest: zastosowanie programów dotacyjnych przez państwa czy samorządy powiększa ich budżety. Oznacza to, że podatnik ma coraz mniejszą swobodę w dysponowaniu swoimi środkami (coraz mniej pieniędzy, które są tak naprawdę od początku nasze pozostaje w naszych kieszeniach jako tak zwany „dochód do dyspozycji”). Ipso facto: osoba najlepiej predysponowana do decydowania o dystrybucji dochodu, czyli człowiek tworzący go, jest eliminowany z równania. W jego miejsce wchodzi urzędnik (nieważne czy jest to minister, funkcjonariusz tak zwanej opieki społecznej, czy przydzielający dotacje decydent z choćby urzędu pracy) de iure wiedzący lepiej, lecz de facto podejmujący zawsze gorszą decyzję (nawet najlepszy specjalista narzucony mi pod przymusem nie zadba o mnie czy mój biznes lepiej niż ja sam).

Rażącym  kłamstwem serwowanym nam codziennie przez media jest twierdzenie, że dotacje „stymulują wzrost gospodarczy”, „walczą z kryzysem gospodarczym” czy też „rozwijają przedsiębiorczość”. Niestety jest dokładnie odwrotnie. Dotowanie produkcji rolnej w Unii Europejskiej przy jednoczesnym ustanowieniu wysokich ceł na żywność spoza Wspólnoty sprawiło, że żywność jest droga, rolnicy protestują, a kraje Afryki nie są w stanie wyrwać się z zaklętego kręgu biedy między innymi właśnie z braku możliwości opłacalnego eksportowania żywności.

Zapoznaj się Teraz z naszą ofertą pozyskania dotacji unijnych.

Nigdy jeszcze gospodarki czy ich gałęzie oparte na centralnym planowaniu nie wychodziły na tym dobrze w dłuższym horyzoncie czasowym. Tyczy się to zarówno amerykańskiego przemysłu stalowego, polskich usług pocztowych, wspomnianego rolnictwa Unii Europejskiej czy też gospodarek III Rzeszy lub ZSRR jako całości (z pominięciem „zdobyczy” wojennych). Przedsiębiorczość nie potrzebuje „zachęt”, bo jest równie naturalna dla człowieka jak chodzenie czy rozmowa. Należy tylko zdjąć więzy i kneble: obniżyć podatki i zlikwidować około 95% regulacji życia gospodarczego. Niestety, patrząc na procesy tak w Polsce, jak i w Unii Europejskiej czy też Stanach Zjednoczonych można oczekiwać dalszego łupienia pracowitych oraz oddawania tym, którzy potrafią wypełnić dobrze wnioski… i tak aż do zamknięcia ostatniej rentownej firmy. Oczywiście nieco przejaskrawiam – stan obecny raczej nie spowodowałby tak totalnego rozkładu gospodarki, jednak gdy widzi się pomysły na przyszłość tworzone „mędrców” zarówno z Warszawy, jak i z Brukseli, trudno pozostawać optymistą.

Nieprzyjemne podsumowanie nieprzyjemnych faktów, czyli co może zniechęcać do występowania o dotacje

Podsumowując, zbierzmy w punktach najważniejsze informacje. Przedstawmy argumenty różnego rodzaju, których należy być co najmniej świadomym przed podjęciem decyzji o wystąpieniu o jakąkolwiek formę pomocy ze strony państwa, Unii Europejskiej czy ich instytucji zależnych. Nie mówię „Proszę odpuścić sobie dotacje”, stoję raczej na stanowisku, że należy być dobrze świadomym zasad gry, do której przystępujemy. Jeśli po lekturze poniższego podsumowania Państwa stanowisko nadal brzmi: „Chcę uzyskać dotacje”, to pozostaje mi tylko zaprosić do wysłania zapytania ofertowego do nas.

  • Dotacja to pieniądz, który został odebrany siłą komuś innemu – Ze względu na istotność podatku dochodowego dla dochodów państw oraz co za tym idzie na przykład Unii Europejskiej (organizacja ponadpaństwowa) czy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (agencja państwowa vel rządowa) można przyjmować, że pieniądz na dotację dla „potrzebujących wsparcia osób i firm” pochodzi bezpośrednio od osób i firm potrafiących tworzyć dochód oraz pełni tu funkcję demotywującą do efektywnego działania (po co firma ma zmagać się z trudnym otoczeniem gospodarczym, skoro może skupić się na lobbowaniu polityków i urzędników w celu otrzymania specjalnego wsparcia finansowego, szczególnie gdy firma jest „zbyt duża by upaść” – „too big to fail„?)
  • Dotacja nie jest dla biednych – Jeśli komuś marzy się otwarcie „własnego, samodzielnego” biznesu za cudze pieniądze tak, aby „być niezależnym” (nie trzeba być geniuszem, aby odnaleźć tu co najmniej trzy paradoksy), to musi pamiętać o tym, że musi mieć jakiś wkład własny (zazwyczaj minimum 30% wartości inwestycji). Oznacza to, że dotacje nie są sposobem na uwłaszczenie osób nie będących w stanie zaoferować nic poza własną pracą. Mało tego: konstrukcja taka zachęca do brania kredytów i innych form pożyczek oferowanych przez instytucje finansowe. W ten sposób dochodzi do tworzenia się sitw o zasięgu wręcz ponadkontynentalnym (państwa, twory ponadpaństwowe, podmioty zależne, firmy finansowe, małe i duże przedsiębiorstwa korzystające z dotacji, lobbyści, firmy consultingowe i prawne oraz oczywiście media działające tu jako cheerleaderki ‑ lista ta jest zresztą najprawdopodobniej niepełna). Ostatnim szaleństwem jest proponowanie, aby każdy, kto nie ma grosza przy duszy miał szansę pobawić się w biznesmana za cudze pieniądze (propozycja finansowania cudzych gier i zabaw parabiznesowych w stuprocentowym wymiarze). Jeśli ruch w każdą ze stron (zarówno obniżanie, jak i podwyższanie wysokości wkładu własnego przy dotacjach) wydaje się tu niesprawiedliwy, czas najwyższy zrozumieć, że dotacje jako takie są po prostu pomyłką patrząc z punktu widzenia sprawiedliwości (nie mylić ze „sprawiedliwością społeczną”).
  • Dotacja rzadko kiedy jest przydzielana „od ręki” – Występując o przydzielenie dotacji mało kto pamięta o zasadzie „czas to pieniądz”. W świecie normalnym planuje się swój biznes, pozyskuje finansowanie własne (oszczędności pochodzące zazwyczaj z pracy), pożyczkowe lub udziałowe oraz rozpoczyna swój biznes. W świecie gospodarczo nienormalnym (czyli takim jak dziś) natomiast planuje się swój biznes, kompletuje niezbędne dokumenty, wypełnia formularze, chodzi i dzwoni po urzędach, składa wniosek o przydzielenie dotacji i… czeka się. Dniami, tygodniami, czasem miesiącami. Czeka się na odpowiedź pozytywną lub negatywną. Nawet gdy odpowiedź jest pozytywna, czas oczekiwania jest czasem straconym. Biznes mógł działać od razu, jednak wytworzono nienormalne stosunki prowadzące do postawienia urzędu w centrum. Abstrahując od zmarnowanego czasu, urząd może warunkować przyznanie dotacji dokonaniem pewnych modyfikacji w biznesplanie. Nie rozważając sensowności „proponowanych” modyfikacji (oraz samej ich idei w kontekście posiadania „własnego” przedsiębiorstwa), należy pamiętać, że nierzadko gruntowana modyfikacja koncepcji swojego przedsięwzięcia może okazać się bardzo praco- oraz czasochłonna, a także doprowadzić do problemów w przyszłości, jako że idea urzędnika nie musi być „czuta” przez przedsiębiorcę oraz mieć się nijak do uwarunkowań rynkowych.
  • Koniec z tajemnicami firmy i jej niezależnością – Nie oszukujmy się: 30-50% polskiego produktu krajowego brutto powstaje w tak zwanej szarej strefie. Jest to prosta konsekwencja szalejącej biurokracji, przeregulowania oraz wysokich i licznych podatków oraz parapodatków. W Polsce działa naprawdę wielu przedsiębiorców nie chcących nawet słyszeć o fakturach, księgach rachunkowych oraz prawie, którego twórcy uznają, że lepiej od samego przedsiębiorcy wiedzą, w jaki sposób ma on prowadzić swój biznes. Dotacje mają być jednym ze sposobów na „walkę” z tą tak zwaną szarą strefą. Zamiast przestać szkodzić zbędną legislacją i wysokim podatkami, zaczęto zastawiać pułapki pod tytułem: „Dam Ci pieniądze, ale zarejestruj się”. „Dobrodziejstwo” dotacji w połączeniu z wciągnięciem niezależnej do tej pory osoby w absurdalne rygory prawa gospodarczego może prowadzić do tego, że ta osoba przestanie być przedsiębiorcą bardzo szybko (i to nie tylko de iure, ale i de facto).
  • Dotacja to wbrew pozorom najlepszy i najpewniejszy interes dla państwa, dla przedsiębiorcy już niekoniecznie – Dotacja (nawet pozornie bezzwrotna) zazwyczaj wróci w ten czy inny sposób do państwa… nierzadko z nawiązką. Prostym dowodem na to jest choćby standardowy wymóg trwania przedsiębiorstwa przez na przykład dwa lata od otrzymania dotacji lub przed jej otrzymaniem. Proponuje obliczyć odprowadzane w tym czasie podatki, składki ZUS i inne tego typu daniny a potem rozważyć korzyści swoje (bardzo niepewne) oraz korzyści państwa (pewne). Oczywiście nie twierdzę tu, że z samego tego faktu musi wynikać jej nieopłacalność dla przedsiębiorcy – sygnalizuję jedynie możliwy negatywny nie muszący wystąpić scenariusz.
  • Samo otrzymanie dotacji wiąże się z kosztami – Oprócz godzin spędzonych na studiowaniu rozmaitych programów przydzielania dotacji (których jest naprawdę multum) dochodzą także opłaty urzędowe, rozmowy telefoniczne, dojazdy i tym podobne. Czas który mógłby być przeznaczony na wykonywanie normalnej pracy w sensie działalności podstawowej przedsiębiorstwa, jest trwoniony na zmagania z urzędami, urzędnikami i absurdalnymi regulacjami. Chcący ułatwić swoje życie zatrudniają konsultantów: doradców gospodarczych, prawników, „lobbystów” i tym podobnych. A ich działalność jest zazwyczaj bardzo droga oraz rzadko kiedy daje gwarancję sukcesu (w sensie formalnych ustaleń umownych). Nie znalazłem jeszcze firmy czerpiącej dochód jedynie z prowizji od pozyskanych dotacji (zazwyczaj opłata jest mieszana: kwota stała za poprowadzenie sprawy oraz bonus w postaci premii od uzyskanej dotacji). Nie wynika to ze złej woli tych firm – po prostu są one świadome ogromnej niepewności co do przyznania dotacji przez urząd. Oczywiście nie neguję tu faktu jak największych starań tych firm poczynionych w celu usatysfakcjonowania klienta (pozyskania dotacji) – wskazuję jedynie, że gra w dotacje jest dość drogą loterią (w sensie niepewności uzyskania „nagrody”).
  • Dotacja może być piętnem dla przedsiębiorstwa – Do tej pory za środki z dotacji nie powstała żadna firma, która powtórzyła sukces Forda (założonego za w pełni prywatne pieniądze, obecnie de facto nie istniejącego pomimo interwencji państwa) czy Microsoftu (jaką dotację otrzymał młody Bill Gates na założenie tego przedsiębiorstwa? z czyich dotacji powstało Google czy Youtube?) i nie stała się gigantem w dziedzinie usług czy przemysłu. Jest wręcz przeciwnie: instytucje takie jak Fannie Mae, Freddie Mac współodpowiedzialne za obecny finansowy kataklizm w Stanach Zjednoczonych powstały właśnie z pieniędzy „publicznych”. KGHM, France Telekom czy inne przedsiębiorstwa, które brukały i brukają się stykaniem państwowego z prywatnym działają zazwyczaj nieefektywnie i są mało innowacyjne. Osobiście pracowałem kiedyś w ogólnopolskiej firmie powstałej za kilkumilionową dotację. Instruowano mnie, abym w rozmowach z klientami na temat wiarygodności firmy posługiwał się argumentem, że przedsiębiorstwo pozyskało dotacje – na argument ten potencjalni kontrahenci reagowali nieprzyjemnym grymasem twarzy. Ale to nie to było najważniejsze: tworzący firmę postanowili sprzedawać produkt, który mało komu był naprawdę potrzebny (niczym przecież nie zaryzykowali). Jestem w pełni przeświadczony, że gdyby zaangażowali własne środki poświęciliby naprawdę dużo czasu na analizy i odpowiedzenie sobie na pytanie „Kto to ma wogóle kupić?”
  • Dotację można cofnąć – Cytując przedsiębiorcę z forum dyskusyjnego Onetu (wpis sprzed około roku, cytuję z pamięci) można powiedzieć, że „Gdy dostaniesz dotację, to po pewnym czasie może się okazać, że Twoja firma nie jest już naprawdę Twoja.” Jest to logiczna konsekwencja finansowania zewnętrznego: jeśli wspólnik ma prawo głosu w firmie a kredyt bankowy przydzielony firmie na określony cel cały czas pozostaje własnością banku (przedsiębiorca ma go jedynie do dyspozycji), to dlaczego inaczej miałoby być z dotacjami? Kto płaci, ten wymaga. A państwo czy pokrewna instytucja przydzielająca dotację może wymagać dość wiele. Wątpiących odsyłam do szczegółowych regulacji każdego z programów subwencji firm czy osób prywatnych ‑ wszystkie, z którymi spotkałem się do tej pory zawierają w sobie możliwość cofnięcia dotacji. Co najważniejsze, osąd co do tego czy na przykład dotacja jest „odpowiednio” wykorzystywana należy właśnie do urzędnika – decyzja o cofnięciu dotacji oczywiście analogicznie.
  • Dotacje są korupcjogenne – Nie trzeba o tym specjalnie przekonywać: systemy oparte na centralnym planowaniu były, są i będą skorumpowane do kości. Wynika to z banalnego faktu zarządzania przez urzędnika cudzymi pieniędzmi i dysponowania nimi według własnego uznania zasłaniając się prawem jako parawanem (postawmy samych siebie na tym miejscu: pensja w wysokości na przykład 5 tysięcy złotych miesięcznie i… 5 milionów złotych do rozdysponowania dla dotowanych ‑ odpowiedzmy sobie szczerze, jakie argumenty byłyby dla nas przekonywującymi, abyśmy uchylili drzwi do tego skarbca). Nie jest to niczym nowym: wzmianki o korupcji można znaleźć już w czasach Peryklesa (Starożytna Grecja) i wcześniejszych, kolos na glinianych nogach o nazwie Związek Radziecki został rozsadzony od środka także (a może przede wszystkim) z powodu korupcji. Nie lubię być złym prorokiem, ale obawiam się, że to samo czeka Unię Europejską oraz Stany Zjednoczone. Dość powiedzieć, że w tych ostatnich „pomoc publiczna” wielkości bilionów (czyli milionów milionów) dolarów nie została nawet zaksięgowana przez jej beneficjentów – po prostu spożytkowano je w sposób dowolny (między innymi na burzenie nowo wybudowanych domków oraz premie dla managamentów firm). Na dotacjach można się zatem całkiem dobrze obłowić ‑ nie zapominajmy jednak w jak mętnej wodzie potrafią leżeć te perły.
  • Dotacje wiążą się nierzadko z działalnością przestępczą w definicji prawa karnego ­­­­‑ Wspomniana korupcja, pranie brudnych pieniędzy czy defraudacje to tylko niektóre z katalogu przestępstw, do których dochodzi w systemach, w których jedna osoba (urzędnik) dysponuje znacznymi pieniędzmi drugiej osoby (podatnik) bez zgody tejże osoby. „Partnerstwo publiczno-prywatne”, „współzarządzanie”, „odpowiedzialność społeczna biznesu” oraz inne formy rozmycia własności i władzy państwowej oraz publicznej od zawsze były pożywką dla rozmaitych działań stricte kryminalnych (najlepszym świeżym przykładem jest tu wspominana tak zwana „walka z kryzysem gospodarczym”, czyli pompowanie środków podatnika prosto do ogromnych głównie finansowych  korporacji o wysoce nieczytelnej strukturze własnościowej. Pamiętajmy zatem, że przechodząc przez procedurę mającą na celu uzyskanie dotacji będziemy zmuszeni do podejmowania wyborów nie tylko o charakterze moralnym, ale także będziemy pod spływem silnej pokusy popełnienia pewnych mniejszych lub większych grzeszków o charakterze rozpoznawanym przez artykuły karne rozmaitych ustaw (między innymi „standardowe” przeszacowywanie potrzeb, „przekładanie” środków uzyskanych jako celowe na inne potrzeby nierozpoznawane przez program dotacyjnym, pokusa zwyczajnej defraudacji środków i tym podobne).
  • To, co dobre nie potrzebuje reklamy – Proszę zauważyć, że na dobre pomysły biznesowe wpada się samemu i nie potrzebuje się molestowania do bycia przedsiębiorczym. Dlaczego z dotacjami jest związanych tyle reklam: billboardów, spotów telewizyjnych i radiowych, bannerów internetowych (koszty tych reklam są kolejnym dowodem na marnotrawstwo subsydiowania samego w sobie)? Czy do czegoś, co jest dla mnie korzystne potrzebuję zachęty (dotacje) lub, co gorsza, przymusu („obowiązkowe” ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne)? Nie przypominam sobie w historii sytuacji gospodarczej, w której masy ludzkie ulegałyby wzbogaceniu na skutek podążania za jakąkolwiek propagandą. Jestem w stanie za to wymienić ogromną liczbę sytuacji w której biznes będący „modnym” doprowadził do zubożenia całych narodów: najlepszymi przykładami są tak zwane „bańki spekulacyjne” ‑ mechanizm jest  taki sam nieważne czy chodziło o tulipany, udziały w Kompanii Mórz Południowych (co ciekawe sama firma by nie powstała gdyby nie interwencja państwa i przydzielenie monopolu handlowego) czy akcje spółek technologicznych. Wmawiano, że nie można stracić na kupowaniu nieruchomości w Stanach Zjednoczonych na kredyt o zmiennej stopie procentowej (adjustable rate mortgage), hodowli roślin energetycznych czy oddaniu swojej ziemi pod rozparcelowanie. Wynika to z prostego faktu, że bogactwo jest bogactwem właśnie ze względu na swoją rzadkość. Jeśli „wszyscy” rzucą się na dotacje, to spadnie wskaźnik osób, które je otrzymały do osób które o nie wnioskowały lub wzrosną podatki. Naprawdę chciałbym aby było inaczej, ale tak działają gry o sumie zerowej oraz ujemnej.

Zainteresowanych odsyłam do lektur pasjonujących książek o chciwości i działaniu stadnym: „Psychologia tłumu” Gustava Le Bona oraz „Nadzwyczajne popularne złudzenia oraz szaleństwa tłumów” („Extraordinary popular dellusions and the madness of crowds”) Charlesa Makaya.

  • Przydzielającym nie musi zależeć na tym, aby przedsiębiorca dotację otrzymał ‑ W mediach tak zwanego mainstreamu można często zapoznać się z opiniami chłoszczącymi państwa, firmy czy poszczególne osoby za „niskie wykorzystanie puli przydzielonych dotacji”. Wynika to ze zwyczajnej hipokryzji lub w najlepszym razie niewiedzy dziennikarza.. Państwo czy instytucja, które mają komuś coś „dać”, będą starały się „dać” jak najmniej, z samego faktu „dania” będą robiły ogromne wydarzenie oraz na samym końcu (z powodu mierności efektów „dania”) stwierdzi, że wszystko jest winą biorącego. Otóż niewykorzystane dotacje wrócą do instytucji, która dysponuje ich pulą. Jest więc jasnym, że w interesie samej Unii Europejskiej czy państwa polskiego będzie leżało stworzenie prawdziwego toru przeszkód dla ubiegających się o dotacje ‑ nieważne czy mają się one tyczyć tak zwanej aktywizacji zawodowej bezrobotnych czy budowy autostrad. Firmy consultingowe będą naturalnie starały się pomagać w pokonywaniu tego toru, jednak to nie załatwia sprawy. Dla wątpiących dwa pytania: Po pierwsze, dlaczego jeszcze nigdy nie miała miejsca sytuacja, w której pula dotacji czy to polskich czy „unijnych” została w pełni wykorzystana? Po drugie, czy zastanawiali się kiedyś Państwo, po co przy formalnych regulacjach tyczących się na przykład wypełniania wniosków o dotacje istnieją wytyczne tak drobiazgowe jak te tyczące się koloru używanego długopisu lub wydruku?
  • Dotacja jest jak przetrącenie kręgosłupa przedsiębiorcy – Biznesmen ma być z definicji osobą wolną, dumną i niezależną. Jeśli jego biznes polega na wystawaniu w urzędach oraz dopasowywaniu swojego modelu gospodarczego do zachcianek (pardon: wymagań formalnych oraz regulacji) przydzielającego dotację, to przestaje on być biznesmenem a zaczyna być petentem – klientem urzędu. Jest to smutne, ale z kogoś chcącego zarobić na realizacji potrzeb innych (dostarczenia produktów i usług), przedsiębiorca już u zarania swojej działalności zaczyna od analizowania, co opłaci mu się najbardziej z punktu widzenia dotacji. Czasem nie wiem co mam odpowiedzieć osobie będącej świeżo upieczonym absolwentem lub bezrobotnym od wielu lat zwracającej się do mnie z pytaniem: „Chciałbym otworzyć firmę ‑ na co dostanę najwyższą dotację?”

…i jeszcze dla poprawy humoru – dotacje i centralne planowanie w praktyce; skecz „Duży sęk”:

Warning: video ID not specified!

Karol Szczepański

Zapoznaj się Teraz z naszą ofertą pozyskania dotacji unijnych.

komentarze 2 »

  • krisznak napisał(a):

    Dotacje na założenie firmy to istotnie bardzo demoralizująca czynność. Sam zakładałem firmę i zrezygnowałem z pomocy urzędników stwierdziłem, że nie warto. 18 tyś to niewielkie środki, a przede wszystkim odstaraszył mnie czas jaki zajmuję ich otrzymanie. Oni mi też wskażą, na co środki mają być wydane.Oj.oj. Nie ważne jaki biznes, że są różne sytuacje- urzędnik musi mieć spokój, bo jest głupcem, dla którego każda firma jest taka sama. Różnią się tylko programy.

    Mój kuzyn od maja stara się o tą dotację. Udało mu się po drugiej próbie. Już ma decyzję, że środki otrzymał, jednak jeszcze na jego konto nie wpłynęły. Dajmy na to, że oczekiwał na nią 6 miesięcy, gdy nie mógł tej działalności prowadzić(co oznacza, że musiałby zarobić 3 tyś miesięcznie, co wcale nie jest osiągalne), a że to młody człowiek, z nowej fali młodych i uczciwych to nie robił prawie nic. Oj to jest prawdziwa demoralizacja.Już są w czerwcu będą, wniosek formalny, merytoryczny lipiec, wakacje sierpień, jednak nie. Może jeszcze jedna próba, zadzwoń jutro, za tydzień, nie ma, na 100% będą w październiku, to nie nasza winna itd. To raz

    Dwa zaś, że w naszym kraju na dorobku, są to jedyne dostępne masowo środki. Banki nie partycypują w rozwoju naszej przedsiębiorczości(seeda, start upu), co skutkuje tym, że jeszcze bardziej musimy kochać naszą brukselską mać. Nawet i macochę, która przy pomocy urzędników rozświetla przyszłość, zwiększając podaż w wielu branżach do granic ich wytrzymałości. To jest dopiero absurdalne połączenie- biznes i urzędnik. Co on wie o biznesie? O ryzyku? O życiu?

    A mnie osobiście człowieka, którego zalewają pomysły wkurza Pan Rostowski, który zbiera liczne nagrody międzynarodowe za pożyczenie niemalże 700 milionów Islandii. Tam jest kilkaset tysięcy ludzi, w dodatku całkowicie zbankrutowanych. Dla mnie to zwykły pętak, robal i minus zero. Słyszeliście, że on ma zostać premierem(gdyby Tusku został prezydentem)???

    Byłem dumny, byłem Panem i ostatecznie zbankrutowałem, ale zbankrutowałbym również z tą wspaniałą pomocą. I wcale nie żałuje, że się o nią ubiegałem. Raz już to robiłem, w programie 2.5.(2004-2006) i mi się odechciało jakkiejkolwiek żebrania, u pacanów- urzędników. Chciałbym też zauważyć, że jeśli wasz pomysł jest naprawdę dobry to może być zwyczajnie zaj…ny.

    Pozdrawiam serdecznie- wszystkich przedsiębiorców:)

  • krisznak napisał(a):

    I wcale nie żałuję, że się o nią nie ubiegalem- miało być. sorki

Dodaj komentarz!

Weź udział w dyskusji poniżej lub wyślij trackback z Twojego bloga. Możesz także subskrybować poniższe komentarze poprzez kanał RSS.

Możesz użyć następujących tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Chcesz aby w Twoim komentarzu pojawił się Twój własny avatar? Zarejestruj się w Gravatar.