Porażka firmy założonej dzięki dotacji z urzędu pracy może być zwycięstwem jej właściciela

Główny Urząd Statystyczny wskazuje, że co roku pojawia się na rynku prawie 200 tysięcy nowych przedsiębiorstw. Z różnych przyczyn aż 30 procent z nich nie funkcjonuje nawet rok. Powód jest jeden – finanse. Wydatki startupów bywają spore, a dochody na początku działalności i rezerwy finansowe – niewielkie. Czy w związku z tym lepiej zrezygnować z zakładania własnej firmy i nie podejmować ryzyka? Z pewnością nie i to nawet, gdy potem firma znajdzie się w tych 30 procentach, które nie przetrwają roku. Dlaczego? Pokazuje przykład pana Krzysztofa z kujawsko-pomorskiego.

– Zakładałem firmę w czerwcu 2008 roku. Wydawało się to dobrą opcją po powrocie do kraju z Wielkiej Brytanii – wspomina pan Krzysztof, właściciel dwóch portali osiedlowych www.osowaonline.pl i www.wyzynyonline.pl Czekanie na przyznanie dotacji dłużyło się ogromnie, ale miałem oszczędności, więc mnie to bardzo nie dotknęło. W oczekiwaniu na pieniądze przygotowywałem się do wejścia na rynek, zorganizowałem bazę dziennikarzy społecznych, bazę potencjalnych reklamodawców, którzy mogliby pojawić się na moich stronach. Rozpocząłem też współpracę z grafikiem przy tych i innych projektach. Gdy dostałem dotację , zasiliłem swoje biuro (na początku mieściło się w mieszkaniu) w komputer, dobry aparat fotograficzny, trochę drobniejszego sprzętu typu dyktafon. I oczywiście legalne programy komputerowe. Otrzymane pieniądze szybko wydałem, sporo poszło na reklamę i promocję.

Rzeczywistość okazała się jednak daleka od oczekiwań. Połowa 2008 roku to szczyt kryzysu gospodarczego, firmy na osiedlach, które miały być głównym źródłem dochodu dla firmy pana Krzysztofa, cięły budżety na reklamę. – Strony przynosiły i nadal przynoszą określone dochody, nie jest to jednak ten poziom, jakiego bym oczekiwał. O tym, że trzeba zacząć robić coś innego, zrozumiałem gdzieś po pół roku prowadzenia firmy – mówi właściciel portali. – Nie narzekam jednak. Zyskałem wiele nowych doświadczeń i umiejętności, wysłałem sam siebie na kilka ciekawych szkoleń, które mogłem wrzucić sobie w koszty, a na które pewnie żaden pracodawca by mnie nie wysłał. Dobrze też móc odpocząć od etatowego kieratu i być sobie samemu szefem. Dzięki powadzeniu portali poznałem też właściwie cały drobny i średni biznes w moim mieście. Nie czekałem długo, aż otrzymałem ciekawą ofertę współpracy. I tu zaczęły się dopiero problemy. Bo gdybym po pół roku zamknął firmę, musiałbym oddać całą wartość dotacji, chyba z odsetkami. A to mi się nie uśmiechało. Z kolei nowy potencjalny szef chciał mieć etatowego pracownika. Doszliśmy do porozumienia, że jednak poczeka. Z dniem, w którym minął rok od prowadzenia firmy, złożyłem wniosek o rozliczenie w urzędzie pracy. To było najgorsze, bo okazało się, że urzędnicy muszą – żeby ostatecznie rozliczyć umowę – przyjechać do firmy. Na to dawali sobie jednak sporo czasu, bo w moim urzędzie zajmowała się tym (i nie tylko tym jak sądzę) jedna osoba. Zanim więc zamknąłem firmę, minęły kolejne tygodnie, wszedłem w kolejny miesiąc z ZUS i księgowością. Musiałem się przypominać, dzwonić, miałem wrażenie, że nikt nad tym nie panuje. A mój nowy pracodawca tracił już cierpliwość. W końcu udało się firmę zamknąć.

Mimo wszystko uważam, że warto prowadzić własny interes. Polecałbym jednak ostrożność, gdy zaczyna się operować na rynku internetowym. To nadal krucha branża, wrażliwa na kryzysy i chyba właśnie w niej upada najwięcej startupów.

Sprawdź Teraz naszą ofertę przygotowania wniosku i biznesplanu dla Urzędu Pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *