Droga po dotację z urzędu pracy najeżona zasadzkami

Nie ma wątpliwości – pieniądze z powiatowych urzędów pracy, które mają wesprzeć zakładanie nowych firm, to – zwłaszcza teraz, gdy można otrzymać na ten cel prawie 20 tysięcy złotych – dobre pieniądze na start. W porównaniu z funduszami, które w poszczególnych województwach są do zdobycia z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, droga do dotacji wydaje się usłana różami. Nic bardziej mylnego. Owszem, łatwiej pieniądze zdobyć, ale droga ku nim pełna jest pułapek.

Pierwsza to konieczność udowodnienia, że właściwy ze względu na miejsce zamieszkania powiatowy urząd pracy nie ma dla nas ofert zatrudnienia. Może być z tym problem w zawodach budowlanych czy też w usługach – jak fryzjerstwo, kosmetyka, czy branża IT. Zwykle na takie zawody jest zapotrzebowanie, ale oferowana płaca jest niska w stosunku do tego, co można zarobić, prowadząc firmę. Udowodnienie, że dana oferta jednak jest nie dla nas wymaga sporego wysiłku, a oficjalne jej odrzucenie uniemożliwi nam wzięcie dotacji na założenie firmy.

Kolejna niedogodność to konieczność skończenia kursu, tzw. ABC przedsiębiorczości. Oczywiście, dla tych którzy pierwszy raz zetknęli się z problematyką prowadzenia firmy, taki kurs to swoisty elementarz. Prawda jest jednak taka, że ponad połowa aplikujących po środki z pup albo już kiedyś prowadziła własną działalność gospodarczą, albo doskonale się na tym zna. Dla nich konieczność przebycia kursu jest sporym utrudnieniem. Na szczęście dla takich osób coraz więcej powiatowych urzędów szykuje „szybką ścieżkę”, a szkolenia trwają maksimum kilka dni.

Inna niedogodność, związana już z budową biznesplanu, to udowodnienie, że w najbliższej przyszłości nowa firma przyniesie zyski. Przypomina to trochę kreatywną księgowość. Owszem, jednoosobowa działalność to nie inwestycja giełdowej spółki, która może zwrócić się po 10 latach. Jednak oczekiwanie urzędników, że firma w niedalekiej przyszłości od daty jej zaistnienia zacznie zarabiać, jest błędnym założeniem.

Bezrobotnych zakwalifikowanych do programu martwi zwłaszcza to, że w czasie oczekiwania na dotację nie mogą podjąć żadnego zatrudnienia, ani otrzymywać wynagrodzenia w innej formie. Dotyczy to także tych, którzy nie mają uprawnień do zasiłku dla bezrobotnych. A tzw. dodatek szkoleniowy otrzymuje się jedynie w czasie trwania szkoleń, a nie w czasie całego okresu oczekiwania na pieniądze. W ekstremalnych wypadkach takie oczekiwanie trwa nawet ponad pół roku. Tego, z czego mają żyć bezrobotni i ich rodziny w tym czasie, nikt nie wyjaśnił. Zasilają prawdopodobnie szarą strefę, z której wyjdą wtedy, gdy ich firma pojawi się oficjalnie w rejestrach działalności.

W początkowym okresie dotowania powstawania nowych firm, to urzędy pracy robiły wszystko, żeby zachęcić bezrobotnych do uruchamiania własnych firm. Pieniędzy wystarczało, program nie był znany i popularny, więc właściwie każdy, kto startował w programie, mógł liczyć na otrzymanie funduszy. Bardziej liczyły się chęci, realizacja założonych planów przez urzędy pracy, niż wymierne korzyści płynące dla rynku pracy. Obecnie sytuacja jest zgoła inna. Program cieszy się niesłabnącą popularnością, urzędy pracy nie mają dostatecznej ilości środków, by pokryć zapotrzebowanie wszystkich bezrobotnych. Wyjściem z sytuacji jest rygorystyczne przestrzeganie umów i wnikliwa analiza biznesplanu. Trzeba pamiętać, że dotacje urząd przyznaje organizując swoisty konkurs ofert. Kiepski biznesplan to gwarancja tego, że pomysł na naszą firmę polegnie w konkursie. Dlatego warto zadbać o to, żeby był dobrze uzasadniony i opisany. Polecamy skorzystanie z naszej pomocy przy napisaniu biznesplanów pod potrzeby bezrobotnych.

Sprawdź Teraz naszą ofertę przygotowania wniosku i biznesplanu dla Urzędu Pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *