Jak stracić dotację z PUP przez GPS?

Pozyskanie pieniędzy na otarcie własnego biznesu ze środków powiatowego urzędu pracy jest czasami niczym w porównaniu z proceduralną męką jaką serwują bezrobotnym fundusze unijne. Mimo tego wnioskodawcy popełniają masę błędów, które mogą spowodować odrzucenie ich wniosków. Jakie to błędy? O to zapytaliśmy jednego z urzędników analizujących wnioski w dużym mieście wojewódzkim.

– Najwięcej kłopotów jest z biznesplanem. Jest to o tyle dziwne, że przecież każdy bezrobotny zakwalifikowany do programu musi obowiązkowo przejść szkolenie „ABC przedsiębiorczości”. Zwykle dopiero po nim bierze się za pisanie biznesplanu, a na szkoleniu dowiedział się, jak to zrobić. Te błędy nie są jednak na tyle duże, żeby wykluczyć kogoś z udziału w programie i nie przyznać mu wsparcia. Wszystko wyjaśniamy na tzw. negocjacjach. Staramy się tam określić, czy na przykład kwoty zakupów wpisane do biznesplanu są odpowiednie do założonych celów – twierdzi urzędnik. – Prawda jest bowiem taka, że dla wielu osób te prawie 18 tysięcy złotych o wiele za mało do dobrego, szybkiego rozkręcenia biznesu. Pod drugiej stronie, a tych osób jest mniej więcej tyle samo, są tacy, którzy ze względu na charakter planowanej działalności nie potrzebują aż 18 tysięcy złotych dotacji. Tym pierwszym nie możemy dać więcej, ale tym drugim możemy zabrać część funduszy i to robimy. Bardzo uważamy na to, co w wydatkach zapisują nam bezrobotni. Każda próba „podbicia” stawki, a powiedzmy sobie szczerze, każdy bezrobotny wpisuje swoje potrzeby na przysłowiowego „maksa”, kończy się obcięciem dotacji. Wolimy nieco przyciąć dotacje czterem osobom, dzięki czemu wystarczy również dla piątej potrzebującej wsparcia, niż puścić wnioski, których założenia finansowe są zanadto rozbuchane – uważa urzędnik.

Co najczęściej wpisują bezrobotni w plany finansowe? Co najbardziej denerwuje pracowników urzędu pracy?

– Idealnym przykładem jest GPS, który pojawia się w wielu wnioskach – twierdzi nasz rozmówca. – Jak już bezrobotny biznesmen nie wie na co wydać kasę, to myśli – wydam sobie na GPS. Taki GPS zawsze się przecież przyda. No i potem znajduję ten nieszczęsny GPS na przykład we wniosku masażystki. Pytam, po co pani GPS? No, mogę jeździć przecież do klientów i mogę zabłądzić, z GPS nie zabłądzę – dostaję solenne zapewnienia. Tylko, że ja tego nie przyjmuję do wiadomości. Podobnie jest z komputerami. Po co komuś dwa? Jak ktoś wnioskuje o komputer stacjonarny, to po co mu laptop? Oczywiście, są wyjątki. Jest dajmy na to firma zajmująca się instalacją sieci komputerowej. W biurze ma stacjonarny komputer, ale do klienta na wykonanie usługi właściciel firmy jedzie już z laptopem Taki wniosek ma u mnie szansę, bo jest racjonalny i uzasadniony. Ale gdy złoży go firma remontowo-budowlana ma jak w banku renegocjacje założeń finansowych – ostrzega nasz rozmówca.

Warto przemyśleć dwa razy, zanim złoży się wniosek wymagający interwencji urzędników. W najgorszym razie – a konkurencja tylko na to czeka – zostanie wyrzucony do kosza, a o dotacji będziemy mogli zapomnieć. Od tej decyzji, choć w sensie administracyjnym decyzją przecież nie jest, nie można się nawet odwołać. – U mnie w urzędzie to dyrektor decyduje ostatecznie, czy wniosek przejdzie czy nie. Jeśli napisze w odpowiedzi na wniosek, że go nie przyjmuje, można ewentualnie napisać do dyrektora list, że z jego postanowieniem się nie zgadza, ale odwołać się nigdzie nie można. Ale to wszystko, nie słyszałam, aby taki list kiedykolwiek odniósł jakiś skutek – dyrektorskie „nie” nie zmieniło się nigdy w „tak”.

Sprawdź Teraz naszą ofertę przygotowania wniosku i biznesplanu dla Urzędu Pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *