Realizacja celów zawartych w biznesplanie a „nietypowe” sytuacje

Dla większej jasności warto zdefiniować co to znaczy „zrealizować cele biznesplanu”: intuicyjnie oznacza to urzeczywistnić założenia w nim zawarte (na przykład osiągnięcia przez firmę określonej rentowności, stabilności czy wartości).  Bardziej formalnie jest to wykonanie działań mających na celu doprowadzenie do tego urzeczywistnienia, co implikuje znalezienie się w rzeczywistości, w której założenia uznaje się za zrealizowane.

Uważniejszy czytelnik zwróci uwagę, że może tu wystąpić pewna niespójność: mogą zostać podjęte stosowne działania, jednak nie przyniosą one efektu. Zazwyczaj przyjmuje się założenie, że biznesplan lub jakiś jego element miał istotną wadę. Nie jest to jednak wystarczającym wyjaśnieniem pod względem analitycznym. Istnieją wysokiej jakości dokumenty przedstawiające dobre projekty biznesowe. Projekty jednak potrafią runąć w gruzach pomimo wykonania wszystkich opisywanych w planie czynności. Gdzie zatem pojawia się problem? Zazwyczaj przyczyna tkwi w przyjęciu założenia, że świat będzie zachowywał się „normalnie”, czyli że nie wystąpią pewne nieprzewidziane okoliczności. Klęska inżynierii finansowej pod koniec pierwszej dekady XXI wieku jest tu doskonałym przykładem: proponowane rozwiązania nie były złymi per se, wystąpiły po prostu okoliczności określane przez naukowców jako „six sigma event” (nie wdając się w meandry statystyki i rachunku prawdopodobieństwa można wyjaśnić ten termin jako „zdarzenie prawie niemożliwe”… prawie) uwzględnione, jako możliwe (możliwym jest również uderzenie ogromnej asteroidy w Ziemię, a co za tym idzie zniszczenie życia na niej – mało, kto jednak zaprząta sobie czymś takim głowę). Podobnie biznesplany małych sklepików czy salonów fryzjerskich nie uwzględniają możliwości wybuchu wojny, ataku terrorystycznego czy też kryzysu gospodarczego o niespotykanej nigdy dotąd skali. W osobistej opinii autora wypracowanej na podstawie kilkuletniej praktyki gospodarczej oraz wiedzy teoretycznej, nie ma sensu wyróżnianie w biznesplanach zdarzeń bardzo małym prawdopodobieństwie wystąpienia. Nie znaczy to oczywiście, że globalna korporacja może ignorować możliwość wystąpienia tych mało prawdopodobnych, lecz brzemiennych w skutki sytuacji, lecz ma to mały sens dla małych firm lokalnych prowadzących działalność w krajach oraz regionach powszechnie uważanych za stabilne oraz bezpieczne. Polska zalicza się do takich krajów, co oznacza, że analizowanie w biznesplanie wpływu ataku terrorystycznego czy wybuchu wojny nie ma sensu. Niezwykle istotny przy dokonywaniu takiej subiektywnej oceny jest zachowanie zwykłego zdrowego rozsądku wbrew mediom lubującym się w zastraszaniu odbiorców. Dokonywanie analiz mających małe prawdopodobieństwo zdarzeń takich jak atak terrorystyczny ma dla firmy małej podobny sens co dla międzynarodowej korporacji przygotowywanie się na możliwy (bo nie ma rzeczy niemożliwych) atak obcej cywilizacji. Naturalnie musimy pamiętać o potencjalnie istotnych zdarzeniach negatywnych, lecz zazwyczaj nie będą to rzeczy z pierwszych stron gazet, ale raczej proza życia typu klęski żywiołowe, kradzieże, wybryki chuligańskie i tym podobne.

Co jeszcze ciekawsze, potencjalne czynniki uniemożliwiające realizację biznesplanu mogą nie zostać objęte umysłem jego autora a także nigdy do tej pory nie być opisywanymi w literaturze przedmiotu. Oznacza to, że każdy plan (także biznesplan) będą dokumentami obarczonymi ryzykiem niepowodzenia ich wdrożenia. Ryzyko to można zmniejszać, jednak nigdy nie da się go całkowicie wyeliminować. Koncepcję tą można wyprowadzić z nauki finansów: ryzyko na rynku finansowym możemy podzielić na specyficzne (dywersyfikowalne) oraz systematyczne (czyli rynkowe, niedywersyfikowalne). Poziom ryzyka dywersyfikowalnego można zbliżyć do zera dzięki zwiększaniu ilości różnych aktywów finansowych w portfelu inwestycyjnym. Ryzyka systematycznego natomiast nie sposób się pozbyć, jako że jest ono ściśle związane z uczestnictwem w rynku finansowym. Przekładając to na język biznesplanowania: możemy angażować coraz więcej sił i środków na przewidzenie określonych niesprzyjających nam sytuacji oraz opracowanie planów radzenia sobie z nimi. Ryzyka jako takiego jednak nigdy nie wyeliminujemy, ponieważ nie jesteśmy w stanie objąć świata w całej jego złożoności oraz sytuacji związanych z upływem czasu. Serdecznie polecam tu traktujące między innymi o tym dzieło książkowe Nassima Taleba pod tytułem „The Black Swan” („Czarny Łabędź”). Tytuł wziął się właśnie od tego, że do okolic XVII wieku „czarnym łabędziem” nazywano zdarzenie uznawane za niemożliwe, ponieważ nie widziano nigdy wcześniej takiego stworzenia… aż w końcu okazało się, że czarne łabędzie jednak istnieją.

Karol Szczepański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *