Paszport do eksportu – trudna „zabawa” dla początkujących

Skomplikowana i przewlekła procedura odstrasza firmy zainteresowane zdobyciem zagranicznych kontraktów. Z jednej strony narzekania przedsiębiorców, z drugiej zapewnienia urzędników, że wszystko jest w porządku. Tak streścić można głosy w dyskusji na temat PO IG 6.1 Paszport do eksportu.

„Paszport do eksportu” miał być sztandarową inicjatywą wspierającą polskie firmy eksportowe. Pozostał taką tylko na papierze – twierdzą biznesmeni. Dlaczego? Ponieważ pierwsze ograniczenie w dostępnie do środków uderzyło w firmy już obecne na zagranicznych rynkach, oczekujące wsparcia w zakorzenieniu się na nich i umocnieniu swojej pozycji. Nic z tego. Pieniądze mogą otrzymać jedynie te przedsiębiorstwa (i to z grona mikro, małych i średnich firm), w których udział sprzedaży towarów eksportowanych nie jest większy niż 30 procent całości. Przedsiębiorców irytuje też, niespotykany w innych działaniach, dwuetapowy konkurs dotacyjny. By zobaczyć prawdziwe pieniądze, najpierw trzeba przejść wstępny etap – przygotowanie (przez profesjonalną firmę) planów eksportowych. Tymczasem, jak twierdzą biznesmeni zainteresowani eksportem, większość firm od dawna wie już co chce eksportować, dokąd chce eksportować i jakie ma szanse na osiągnięcie rynkowego sukcesu. Tworzenie więc nowych planów eksportowych jest nie tylko wyrzucaniem publicznych, choć unijnych, pieniędzy w błoto, ale przede wszystkim wydłuża w czasie całą procedurę i spowalnia dostęp do większych pieniędzy. Te kryją się dopiero przy drugim etapie, a maksymalna kwota wsparcia w drugiej turze wynosi 200 tysięcy złotych.

Kiepskie wykorzystanie środków z tego działania to także wynik trudnej sytuacji, w  jakiej znaleźli się polscy eksporterzy. Ta związana jest z kryzysem gospodarczym i spowolnieniem widocznym na najbardziej popularnych polskich rynkach eksportowych, w tym głównie w Niemczech. Nic więc dziwnego, że sporo firm nie myśli o rozwijaniu eksportu i pozyskiwaniu środków na jego ukierunkowanie, koncentrując się na tym, by utrzymać już zdobyte rynki zagraniczne. Skutek? Dość powiedzieć, że niewiele ponad 250 firm w całym kraju podpisało umowy o przystąpienie do realizacji pierwszego etapu PO IG 6.1 Ile z nich wystartuje w etapie drugim, trudno jeszcze powiedzieć.

Tego problemu nie dostrzega Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. W niedawnej rozmowie z „Rzeczpospolitą” Radosław Runowski, dyrektor w PARP powiedział: „Uważam, że prawie 1000 wniosków o dotacje w ramach „Paszportu do eksportu” to bardzo dobry wynik świadczący o dużym zainteresowaniu ze strony firm. Tym bardziej że dotacje są skierowane do przedsiębiorców, którzy nie mają wielkiego doświadczenia w działalności eksportowej. Nie uważam też, że starania o dotacje są zbyt długotrwałe. Ocena wniosku trwa w praktyce tylko 70 dni. Firma ma zaś pół roku na przygotowanie planu rozwoju eksportu, ale może to zrobić w krótszym terminie, choć z tej możliwości korzysta niewiele podmiotów. To działanie realizowane jest wręcz modelowo, więc nie planujemy zmian w najbliższym czasie.”

Póki co więc swoją szansę na dofinansowanie z PO IG 6.1 wykorzystują firmy, które i tak zamierzały rozwinąć się eksportowo. Dla nich wyścig po granty to okazja do sfinansowania za pomocą zewnętrznych funduszy tego, co i tak musiałyby wykonać z własnych pieniędzy. Reszta na razie wstrzymuje oddech i patrzy na rozwój sytuacji na rynkach.

Zapoznaj się teraz z naszą ofertą pozyskiwania Dotacji Unijnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *